Wszyscy jesteśmy Grekami

 

Kończy się czarny tydzień we Francji, który jest częścią jeszcze czarniejszej serii na całym świecie. Islam przechodzi do ofensywy, a zachód poza chwalebnymi wyjątkami zdaje się kulić i przepraszać, że żyje. Obawiam się, że to nie jest koniec kampanii terrorystycznej, której jesteśmy świadkami (pisząc te słowa odpukuję niemalowane), tym straszniejszej, że wydaje się być bliżej niż kiedykolwiek. W Paryżu odbywa się właśnie marsz jedności. Uczestnicy wypowiadają się przed kamerą. Z wieloma się zgadzam, z innymi nie. Francja przepracowuje szok, wypowiada się w różny sposób, próbuje znaleźć plan aby żyć dalej. Znajdzie go, bez wątpienia. Słońce jutro wzejdzie tak samo, jak wschodzi od miliardów lat. Trzeba żyć dalej, świat musi działać – nie ma innego wyboru.

Tymczasem, na naszym polskim podwórku gadające głowy wykładają swoje mądrości tłumom chamów przed telewizorami. Wiem, że irytować się TVN-owską „Kawa na ławę” to, delikatnie mówiąc, strata czasu i energii. Jednak postawa przedstawicieli najważniejszych partii polskiej sceny politycznej dużo mówi.

Marcin Mastalerek z PiSu grzmi, że marsze i karteczki są infantylne. Wzywa, aby Europa dała „realną odpowiedź” na zagrożenie. Jednocześnie martwi się, że ta odpowiedź nie nadejdzie. Można domyślić się dlaczego: liberalizm, multi-kulti, sekularyzacja i kebab. Tadeusz Cymański, osobowość medialna na miarę Joanny Krupy, musi dorzucić coś do ogniska: niby nie ma usprawiedliwienia dla aktów terroru itd. , ale ma ogromne zastrzeżenia do tego co robi Charlie Hebdo. Niebywałe wyczucie chwili. Cymański nagle zaczął bawić się w Stańczyka, który mówi po „prawdzie” a nie po upodobaniu. Należy też wspomnieć o trzech groszach posła Szejnfelda, który zaczął bełkotać coś o granicach prawnych i granicach dobrego smaku których, według niego, nie można przekraczać (ciekawe czyj smak będzie decydował o tym co wolno, a czego nie?).

Najdziwniejsze jednak było to, że najrozsądniej ze wszystkich panów wypowiedział się (wierzę, że zupełnie przypadkowo) Marek Sawicki z PSL. Według niego tragedii w Paryżu można było uniknąć bez ograniczania swobód demokratycznych, z dobrym wykorzystaniem tych instrumentów, które państwa już mają. Tylko Sawicki wie, co (i czy w ogóle) tak naprawdę miał na myśli. Jego słowa jednak są dobrym komentarzem choćby do propozycji Donalda Tuska, by znów gmerać przy procedurach i uprawnieniach europejskich służb bezpieczeństwa. Tusk chce postawić mur, bo wierzy że Hunowie stoją u bram. Tymczasem tych bram i murów już dawno nie ma i być nie może. Znów kłania się metafora oblężonej twierdzy. Kto wie, może poseł Mastalerek patrząc w lustro widzi Ostatniego Rzymianina?

W całej rozmowie zabrakło tylko kilku zdań o wojnie cywilizacji, nowej brązowej barbarii i chrześcijańskich korzeniach naszej kultury. Porównując reakcje świata zachodniego z reakcją naszych miejscowych panów, widać jak wielką trudność nasze elity mają ze zrozumieniem tej naszej rzekomo chrześcijańskiej cywilizacji. Polski dekarz, który pracował w Szwecji dłużej niż rok wie więcej o zachodzie, niż lokalna medialna konserwa. Trudno się dziwić, skoro kurczowe trzymanie się stołka pozostawia niewiele czasu na interakcję z prawdziwym światem poddanych.

Europa szczególnie zagrożona przez islamski terroryzm?

Niebywałe, że ten mit wciąż jest powtarzany przez media i komentatorów. Według nich europejska polityka świeckości, liberalizmu i multi-kulti ponosi winę za wszystkie tragedie związane z terroryzmem islamskim. Niektórzy biali Europejczycy zachowują się, jakby w krajach islamskich w ogóle nie ginęli ludzie. Tymczasem islamski fundamentalizm największe żniwo zbiera w Iraku, Jemenie, Somalii, Afganistanie, Pakistanie i innych krajach, gdzie nikomu się nie śniło o pluralistycznym społeczeństwie. Mało kto też pamięta o Rosji, która mimo utrzymywania starego dobrego policyjnego państwa nie jest w stanie na dłuższą metę dopilnować spokoju w swoich Oblastach z większością muzułmańską. Owszem, dyktatura Karimowa w Uzbekistanie jest w stanie (jeszcze) gasić na bieżąco ogniska islamskiego terroryzmu. Czy jednak cena nie jest zbyt wysoka? To, co określa się słowem-kluczem „społeczeństwo pluralistyczne” działa lepiej, niż sami gotowi jesteśmy przyznać. Liberalizm i świeckość sprawdzają się. Siła Europy (niezwykle zróżnicowanej światopoglądowo i narodowościowo) nie tkwi ani w zaawansowanej technologicznie armii, ani w zwiększaniu uprawnień służb bezpieczeństwa, ani w rzekomych chrześcijańskich korzeniach.

Każda tragedia, każda śmierć człowieka jest czymś, co zasługuje na działanie i głębsze zastanowienie nad systemem. Nie mam zamiaru umniejszać rangi wydarzeń ostatnich tygodni, ani też lekceważyć sobie dramatu, którym dotknięte zostały ofiary. Moim celem jest raczej zwrócenie uwagi na to, że pewne rzeczy robimy dobrze, a panika to najgorszy doradca przy tworzeniu prawa. Jestem przekonany, że gdyby we Francji panował ustrój podobny do rosyjskiego, ofiar byłoby o wiele więcej (choć może nie mówiono by o tym tak otwarcie). Potrzebna jest korekta kursu, a nie jego zmiana.

Zachód zapomniał o swoich wartościach

Ludzie zachodu słabo znają swoją historię, swoje konstytucje, zasady swoich systemów prawnych. Trudno im konkretnie rozmawiać o prawach człowieka. Wszystkie te elementy są bowiem wbudowane w kulturę i przez to istnieje ryzyko, że staną się „przezroczyste”. Fundamentaliści, w przeciwieństwie do nas, czytają nasze konstytucje i naszych filozofów, krytykują je, próbują podważyć na gruncie ideologicznym – bezskutecznie. Jedynym ich argumentem pozostaje wiara – czyli brak argumentów, oraz przemoc.

Nie jesteśmy lepszymi ludźmi od muzułmanów. Mieliśmy zwyczajnie szczęście urodzić się w kulturze, która korzysta z pewnych osiągnięć ludzkiej myśli. Nieraz ustępujemy mieszkańcom wschodu odwagą, samozaparciem, siłą woli, inteligencją, pracowitością. Świat nie jest sprawiedliwy (i nie będzie taki po naszej śmierci). Na każdym człowieku spoczywa odpowiedzialność, aby uczynić go nieco bardziej znośnym – drobnymi, żmudnymi krokami – poprzez budowanie na osiągnięciach przodków (raczej duchowych niż genetycznych), których linia wywodzi się krętymi ścieżkami od starożytnych Greków, racjonalistów, humanistów, ludzi pokroju Sokratesa, Archimedesa, Epikura, Arystarcha…

Wszyscy jesteśmy Francuzami, Paryżanami, Charlie Hebdo. Wszyscy jesteśmy Pakistańczykami i Irakijczykami. Na kilka dni staliśmy się też Australijczykami. Jednak przede wszystkim jesteśmy Grekami – tymi samymi, wśród których żył Diogenes Pies i Krates z Teb, którzy wielokrotnie przekraczali granice dobrego smaku (tak, panie Szejnfeld!). Sokrates irytował nas swoimi pytaniami i szukaniem dziury w całym. Epikur drażnił swoim ateizmem, Archimedes pewnie był zarozumiały, a Antyfon zdawał się nawet niebezpieczny. Hippiasz był zniewieściały. Ze wszystkimi uczyliśmy się żyć w jednym mieście i uczymy się nadal. Przebyliśmy długą drogę aby zobaczyć w niewolniku człowieka, a w kobiecie podmiot. Długo trwało, zanim dziecko przestało być czyjąś własnością. Trudno było się nauczyć, by zamienić miecz na słowo. To jest właśnie ta zachodnia/grecka cywilizacja, która przetrwała zarazy walczących monoteizmów, feudalizmu, komunizmu i nazizmu. Przegrywała całe wojny, aby wygrywać po stuleciach ludzkie umysły.

Konsekwencja, głupcze!

Według znanej anegdoty Bill Clinton w swoim gabinecie miał zawsze wywieszoną na widoku kartkę z zapisanymi słowami: „Gospodarka, głupcze!”. Karteczek o treści „Konsekwencja, głupcze!” brakuje w gabinetach wielu dzisiejszych decydentów. Zachód przez brak konsekwencji właśnie przegrywa na Bliskim Wschodzie. Już starożytni Grecy zrozumieli, że nawet najpiękniejsza filozofia umiera, jeśli nie można jej stosować w życiu codziennym i politycznym. Dzięki konsekwencji Norwegów jak dotąd nie mieliśmy drugiego Brejvika, gdyż jego zamach nie spowodował większych zmian w podejściu społeczeństwa i państwa do kwestii emigrantów, religii czy kary śmierci. Norwegia pokazała, że konsekwencja jest jedną ze skuteczniejszych broni przeciwko terrorystom. Anders Brejvik chciał, aby państwo norweskie się na nim zemściło – przeliczył się. Może żyje w złotej klatce. Co z tego? Czy zabicie go zmieni cokolwiek na lepsze?

Jeśli potępiasz tortury – nie torturuj. Jeśli głosisz równość i swobodną wymianę gospodarczą – dopuść do niej resztę świata na równych zasadach. Historia pokazała, że greckie/zachodnie wartości działają i stanowią silniejszy fundament dla człowieka i społeczeństwa niż religie czy przynależność plemienna. Mimo to człowiek wciąż popełnia te same błędy. Współcześni duchowi Grecy powinni pamiętać, co zrobili z Sokratesem, jak traktowali Żydów, Cyganów, Hindusów, Indian. Historia rymuje się tylko wtedy, kiedy nikt jej nie zna – zwłaszcza ten, który tak jak J.W. Bush wzywa do jakiejś bliżej nieokreślonej krucjaty, albo wieści wojnę cywilizacji. Mordor to fikcja literacka – nie ma czegoś takiego jak zło absolutne.

Arabowie przez stulecia byli Grekami, kiedy zachód zakuwał się w zbroje i okładał mieczami. Kiedy z Francji szły kolumny małych dzieci, które miały modlitwą wyzwolić Ziemię Świętą, Arabowie pisali obszerne dzieła na temat optyki i medycyny. Dzisiaj role się odwróciły a cała ironia polega na tym, że zdajemy się powielać błędy naszych sióstr i braci w greckiej kulturze. Na Bliskim Wschodzie krucjaty trwają do dzisiaj ponieważ Arabowie i Persowie w pewnym momencie poddali się strachowi – postanowili podzielić świat na cywilizacje i walczyć o swoją. Kiedyś uczyli nas arytmetyki. Dzisiaj zaś tkwią w marazmie i lęku przed światem.

Umiarkowani muzułmanie”

Od wielu lat próbuję w swojej głowie zdefiniować pojęcie „umiarkowanych muzułmanów”. Jest to fraza, która na pozór wydaje się całkiem zrozumiała, jednak po głębszym zastanowieniu nie ma zupełnie sensu. Zanim Czytelnik przewróci oczami i pomyśli „tania prowokacja rodem z Faktu” proponuję zastanowić się nad tym, kto na takiej dziwnej klasyfikacji korzysta. Dlaczego wciąż mainstream upiera się, aby ludzi z krwi i kości usilnie umiejscawiać w spektrum „islam radykalny-islam umiarkowany”? Z takiej skali nie ma ucieczki, choć ludzie są różni, mają różne cele, charaktery, gusta, doświadczenia. Łatka „umiarkowany muzułmanin” zamyka daną osobę w pewnej grupie niczym w klatce. Mogą poruszać się tylko w dwie strony – albo „do” albo „od” Islamu. Nie ma innych kierunków – w stronę filozofii, sztuki, nauki, dobroczynności czy hedonizmu. Każdy mułła wie, że im mniej człowiek widzi różnych możliwych dla siebie dróg, tym trudniej jest mu się uwolnić od religii. Wśród Arabów, Persów, Turków etc. jest z pewnością wielu ludzi, których można określić jako praktykujących(z przymusu)-niewierzących. Są też wśród nich demokraci i socjaliści, matematycy i poeci, racjonalni i przesądni. Proponuję   więc dać sobie spokój z umiarkowanym islamem i zwracać się do osoby. Niech słowo „muzułmanin” będzie zaledwie formalnym atrybutem, który z biegiem lat będzie się stawał coraz mniej ważny. Tak samo jak czytelnicy portalu racjonalista.tv nie są jakimiś „skrajnie umiarkowanymi polskimi katolikami”, którzy przecież nie wychowują w przedszkolach zamachowców, tak też ludzie żyjący w krajach muzułmańskich nie ustawiają się grzecznie na jakiejś arbitralnej skali. Historia pokazuje, że im mniej religii tym lepiej się żyje. Po co więc nadużywać tej kategorii? Moim zdaniem wynika to albo z lenistwa, albo z chęci dzielenia ludzi na „nas” i „ich”. Religia nie definiuje człowieka. Problemem nie są muzułmanie – problemem jest Islam.

Dlaczego cię nie zabiję?

Powody są często bardzo proste i nie trzeba się tu odwoływać do jakichś uniwersalnych, ogólnoludzkich wartości. Nie zabiję cię bo cię znam, bo cię potrzebuje, bo jesteś częścią mojego życia i (co nie jest bez znaczenia) przyzwyczaiłem się do ciebie. Społeczeństwa, które żyją w enklawach prędzej czy później będą musiały liczyć ofiary. Europa od ponad dekady staje się kontynentem izolowanych społeczności, które zyskują coraz większą autonomię. Źle widziana jest ingerencja państwa w sprawy danej grupy. W gettach islamskich coraz częściej wprowadza się Szariat bez jakiejkolwiek kontroli. Pomoc społeczna nie ma dostępu do tych ludzi i nie może interweniować jeśli zagrożone są dzieci lub kobiety. Policja ma ręce związane ciągłymi oskarżeniami o rasizm, choć ofiarami surowego islamskiego prawa są prawie zawsze muzułmanie lub ci, którzy muszą się za takich podawać. W Wielkiej Brytanii kwitnie biznes szkół wyznaniowych. Państwo abdykuje, brakuje mu konsekwencji, zostawia słabych na pastwę mułłów i pastorów – bo właśnie ci słabi i bezbronni są najczęściej ofiarami.

Zachodni Europejczycy mają za sobą okres prawie siedemdziesięciu lat bez wojen światowych. Konflikty, których byli świadkami nawet nie zbliżały się ilością ofiar i skalą zniszczeń do tych z przeszłości. Jak to jest, że kontynent, który od wieków uwielbiał wymieniać razy z powodu religii czy narodowości, nagle nauczył się łagodności (przynajmniej w stosunku do siebie nawzajem)? Trudno podać tutaj jakąś listę powodów. Niewątpliwie jednak coś robimy (lub może: robiliśmy) dobrze.

Nie zabijamy się, bo się znamy, bo się nawzajem potrzebujemy. Nie jesteśmy oddzieleni murami, spotykamy się w sklepach, nasze dzieci bawią się wspólnie na podwórkach. Trudno jest zabić kogoś, kogo przez wiele lat spotykałeś w szkole bądź na studiach. Świat kapłanów i dyktatorów to świat pedantycznie podzielony na heterogeniczne grupy. Każdy musi być „czymś”: chrześcijaninem, muzułmaninem, Polakiem, Niemcem, Rosjaninem. Hitler po raz pierwszy w życiu spotkał Żyda dopiero w wieku dwudziestu lat, kiedy przyjechał do Wiednia. Dlaczego więc w pewnym momencie zdecydował się tak gorąco ich nienawidzić? Jak wielu dzisiejszych dżihadystów, którzy tak głośno krzyczą o eradykacji Izraela, widziało kiedykolwiek na oczy Żyda? Jak wielu z nich wychodzi ze swojej enklawy, aby zobaczyć jak w rzeczywistości wygląda zachód?

Bycie Grekiem to nie to samo co udawanie Greka, a właśnie to drugie podejście może w najbliższej przyszłości zwyciężyć. „Realna odpowiedź” posła Mastalerka dobrze brzmi w „Kawie na ławę”, ale zupełnie mija się z tym, co staramy się reprezentować. Marsze i karteczki mogą wydawać się infantylne, ale to właśnie one są skuteczniejszą bronią w walce z terroryzmem niż drony. Po zamachu w Sydney pojawili się Australijczycy, którzy jeździli ze swoimi muzułmańskimi współobywatelami aby ich ochraniać przed ewentualną chęcią zastosowania przez tłum odpowiedzialności zbiorowej. Tylko Grecy mogli się zdobyć na coś takiego. To się nazywa konsekwencja i dzięki temu przetrwamy. Jak bowiem pokonać ludzi, którzy nie ugną się nawet kiedy się do nich strzela? Kapłani mają bomby, karabiny i  święte księgi. Grecy mają tylko (i aż) siebie.

O autorze wpisu:

3 Odpowiedzi na “Wszyscy jesteśmy Grekami”

  1. „Kapłani mają bomby, karabiny i święte księgi. Grecy mają tylko (i aż) siebie.”…..TRAFNE PODSUMOWANIE! Tylko, co zrobić, abyśmy chcieli być Grekami ??? – Kiedy przyglądam się naszej klasie politycznej, naszym kościelnym „edukatorom”… i NAM – w większości podatnym na podawane przez polityków, przez Kościół, środki masowego przekazu, przez „mądrzejszych” – jedynie słuszne oceny, opinie, wnioski, rozwiązania, „łatwe recepty” nie wymagające zastanowienia, refleksji…. myślenia…- z trudem dostrzegam w tym morzu „udających Greka” ozdrowieńcze grzywacze fale niosących nadzieje prawdziwej cywilizacji, humanizmu, racjonalności….. Daleka droga przed Nami….

  2. Na zagadnienia tu przedstawione odpowiedzieć stara się (w jakimś rzecz jasna zakresie) Michael Schmidt-Salomon w książce „Poza dobrem i złem”. Po krótce – ludzie musieliby porzucić podział „My” i „oni” (też religijnego) i wziąć jako niepodważalne prawa człowieka bez względu na kulturę i religię (wszak każdy odczuwa głód, ból, oddycha powietrzem atmosferycznym i poddawany jest oddziaływaniu przyciągania ziemskiego) oraz postawić na logiczno-empiryczny sposób poznawania świata. Jeśli w ogóle jest to globalnie możliwe, to zapewne czeka nasz gatunek bardzo długa droga, także te osobniki, które zamieszkują kraj, gdzie gardzi się filozofią a zamiast tego od małego indoktrynuje religią jedynie słuszną, godną „prawdziwych”.

  3. Pięknie Pan to napisał!: „Na każdym człowieku spoczywa odpowiedzialność, aby uczynić go nieco bardziej znośnym – drobnymi, żmudnymi krokami – poprzez budowanie na osiągnięciach przodków (raczej duchowych niż genetycznych), których linia wywodzi się krętymi ścieżkami od starożytnych Greków, racjonalistów, humanistów, ludzi pokroju Sokratesa, Archimedesa, Epikura, Arystarcha”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.