Działania markiza de Pombal po trzęsieniu ziemi w Lizbonie (1755)

1 listopada 1755 roku, w bezchmurny i spokojny[1]  dzień Wszystkich Świętych Lizbona padła ofiarą trzęsienia ziemi o sile 9 w skali Richtera. Miało to miejsce o godzinie  9.40,   gdy większość mieszkańców Lizbony uczestniczyła w porannej mszy. Zamknięte były sklepy, British Factory (gmach kupców angielskich) i giełda[2]. W ciągu 10 minut nastąpiły trzy najsilniejsze  wstrząsy, a wywołane przez nie fala tsunami (w sumie były 3 fale[3]) zalała wybrzeże, gdzie   wielu schroniło się po ucieczce z centrum.   W bazylice São Vincente na wschodnim krańcu miasta zdążono zaśpiewać: Gaudeamus omnes In Domino diem fes tum…, kiedy nastąpiły wstrząsy. Wielu wiernych postanowiło nie uciekać lecz modlić się dalej by złagodzić oczywisty gniew boga, lub uratować swe dusze, wielu uznało bowiem wstrząsy za początek apokalipsy. Ich decyzja powiększyła tylko liczbę ofiar[4].

Piotr Napierała, „Działania markiza de Pombal po trzęsieniu ziemi w Lizbonie (1755)   jako przykład zarządzania kryzysowego „avant la lettre”, w: A. Gałecki, A. Kurkiewicz, S. Mikołajczak (red.), Infrastruktura krytyczna w procesie zarządzania w sytuacjach kryzysowych, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa Poznań 2014, s. 433-444.

Zniszczeniu uległo ok. 85% zabudowy miasta.    Ocalała jedynie stara, arabska dzielnica Alfama  i część dzielnic Ajuda i Belém (generalnie dzielnice najstarsze: Alfama, Mouraria, Madre de Deus, Xabregas i najnowsze: Jesus, Rato, Mocambo, S. Jose, S. Sebastiao de Pedeira, Arroios ucierpiały niewiele, w porównaniu z  centrum, tj. Baixa,  które całkowicie   legło w gruzach[5]). Spośród ok. 150.000-200 000  mieszkańców zginęło ok. 30.000-60 000 osób[6]. Z 20.000 domów stolicy, nadal zamieszkałych było zaledwie 3.000[7]. W centrum Lizbony ziemia pękała tworząc rozstępy dochodzące do 5 metrów szerokości. Wielu było przekonanych, że jest to koniec świata[8]. Widząc to zjawisko wielu ocalałych szukało ucieczki w pobliżu portu, obserwując cofanie się wody i odsłonięcie dna morskiego, wypełnionego wrakami zatopionych statków i straconych ładunków. Kilkadziesiąt minut później nadeszła fala o wysokości ok. 20 metrów (niektóre źródła podaja nieco mniejszą wysokość) i zalała port wraz z całym centrum Lizbony.  Konsul brytyjski Edward Hay pisał do Londynu, w dwa tygodnie po trzęsieniu, o tym, że epicentrum wydawało się dokładnie pod miastem, że fale tsunami osiągały 20-30 stóp wysokości, i że pożary, które wybuchły tuż po trzęsieniu, szalały jeszcze przez 5-6 dni[9].

Do budynków jakie zniszczyło trzęsienie ziemi  należał pałac królewski (z biblioteką zawierającą 70.000 woluminów, w tym wiele przełomowych dzieł oceanograficznych i licznymi dziełami sztuki) Ribeira ukończony w 1511 roku na rozkaz Manuela I, który chciał by dwór znajdował się blisko stoczni, morskiej izby celnej i finansowego centrum miasta.  Budynek zajmował dużą przestrzeń (Terreiro do Paço) na zachodnim wybrzeżu rzeki, po trzęsieniu ziemi teren ten został przeznaczony na „Plac Handlu” – Praça do Comércio. Przed katastrofą wieża bliższa rzeki służyła jako taras widokowy. Pałac miał ogród warzywny i owocowy. Jan V kazał dobudować drugie skrzydło, równoległe do starego i przerobić starą manuelińską kaplicę na barokowy kościół. Później Giuseppe Bibiena wybudował królewską operę dla Józefa I[10]. Józef I miał szczęście, ze w dniu trzęsienia ziemi nie było go w pałacu (byli na mszy w podmiejskim Belém, gdyż księżniczka miała ochotę spędzić dzień Wszystkich Świętych poza miastem.), który został kompletnie zniszczony. Władca uważał to za znak, ze Bóg nad nim czuwa[11]. Rodzina królewska przeniosła się więc do pałaców w dzielnicach Ajuda i Belém. W efekcie katastrofy król nabawił się fobii przebywania w zamkniętym pomieszczeniu i resztę życia spędził mieszkając w luksusowych konstrukcjach namiotowych.  Trzęsienie zniszczyło największe kościoły Lizbony i klasztor Do Carmo w centrum miasta (ruiny,  pozostawiono jako wspomnienie kataklizmu). Szpital królewski     „Wszystkich Świętych” spłonął z setkami pacjentów.   Górująca nad miastem mauretańska twierdza z XII wieku – zamek św. Jerzego –  Castelo de São Jorge  został już w roku 1531 uszkodzony w czasie trzęsienia ziemi, to z roku 1755 zniszczyło go dokumentnie. Dopiero w latach trzydziestych XX wieku podjęto prace konserwatorskie.

Jedną z ofiar trzęsienia był Bernat Antonio de Rocabertí-Boixadors  hrabia Perelada, ambasador Hiszpanii w Lizbonie od 1753 roku[12]. Feralnego dnia, Peralada, dziwił się, że rodzina królewska wybrała mszę na przedmieściach, skoro tyle wspaniałych świątyń było w centrum.   sam udał się na mszę do kaplicy w swoim pałacu Calhariz. Po modłach spożył czekoladę i przekąsił pieczywem, po czym zawołał golibrodę. Gdy na zewnątrz wyły psy, kazał podać sobie płaszcz i chciał wyjść na ulicę, by zobaczyć co się dzieje. Zabiła go oderwana od portalu płaskorzeźba  z herbem w lilie Burbonów. W Barcelonie stoi grobowiec Peralady zbudowany przez Manuela Tramullesa z płaskorzeźbami Ignasi Vailsa[13].

Trzęsienie ziemi zniszczyło  większą część południowego wybrzeża  aż do Algarve (ucierpiały Setúbal, Cascais i zachodnie Algarve, oraz hiszpańskie Kadyks i Sanlúcar).   Na obszarze niedotkniętym przez morze szalały przez ok. 5 dni setki pożarów.   Jego siła była tak wielka, że odczuwali je również mieszkańcy Bretanii i Italii północnej, w tym   Wenecji, co w swych pamiętnikach odnotował Giacomo Casanova. Fale tsunami pojawiły się w całej Europie i na północy Afryki (w Maroko zginęło tego dnia około 10.000 osób, Tanger i Agadir zostały uszkodzone przez tsunami, a Meknes i Fez przez trzęsienia ziemi). Wysokie fale odnotowano w Londynie, a w Skandynawii i Szkocji woda wylała w kilku miejscach, w termach w czeskim Tepliz zamuliła się. Tsunami uderzyły też w Barbados, Martynikę[14].

Katastrofa wstrząsnęła Europą[15].  Dla Voltaire’a, który napisał: Poème sur le désastre de Lisbonne  i wielu katastrofa znaczyła potwierdzenie słuszności deizmu – tj. przekonania, że bóg nie ingeruje w życie ludzkie, bowiem tylko tak może pozostać dobrym. Fakt wystąpienia trzęsienia ziemi w Lizbonie i zniszczenia wielu ważnych obiektów sakralnych, właśnie w dzień świąteczny   (wielu wiernych pozostało w kościołach modląc się by Bóg się zmiłował, co tylko zwiększyło liczbę ofiar) wzbudził wiele zainteresowania kwestiami polityki Kościoła w całej Europie. Z punktu widzenia przeciętnego XVIII-wiecznego katolika, mieszkańca Europy, było to bardzo trudne do zrozumienia, szokujące zrządzenie nadprzyrodzone. Listopadowa Gazeta de Lisboa (wychodziła od 1715 r.) pisała, że tragiczny dzień pozostanie na wieki w pamięci tych, którzy przeżyli. Jeśli chodzi o wpływ na umysły europejskie, trzęsienie 1755 roku, porównuje się z holocaustem[16]. Reakcja Portugalczyków była bardziej prozaiczna; starano się miasto odbudować w kształcie bardziej odpowiadającym nowoczesnej oświeconej monarchii absolutnej[17]. Co ciekawe filozofowie nie od razu zauważyli, że Portugalia po katastrofie zmienia się w kraj nowoczesny, o czym może świadczyć choćby cytat z opublikowanego w 1759 roku, a więc już w czasie odbudowy, , „Kandyda” Voltaire’a:

„…Po trzęsieniu ziemi, które zniszczyło trzy czwarte Lizbony, mędrcy owej krainy nie znaleźli skuteczniejszego środka przeciw całkowitej ruinie, jak dać ludowi piękne auto-da-fé. Uniwersytet w Coimbrze orzekł, iż widowisko kilku osób spalonych uroczyście na wolnym ogniu jest niezawodnym sekretem przeciwko trzęsieniu ziemi….”.

Był to kolejny dowód na konieczność głębokich reform, bowiem na tle oświeconej Europy, Portugalia była powszechnie uważana za jeden z najbardziej zacofanych krajów kontynentu – w liczącym wówczas około 3 miliony mieszkańców królestwie naliczono ponad 200 tysięcy zakonników i zakonnic, zamieszkałych w 538 klasztorach (spis powszechny z roku 1750). Kraj był częstym obiektem kpin ze strony myślicieli i pisarzy epoki.    Wielki pisarz brytyjski Henry Fielding, który w swym dzienniku podróży nazwał Lizbonę raz najdroższym miejscem na świecie, zaprzeczając tej własnej opinii w innym miejscu, przybył do portugalskiej stolicy w sierpniu 1753 roku w celach leczniczych (miał podagrę i astmę). Lekarze uważali, ze kuracja nie odniesie skutku, i niestety mieli rację. Dwa miesiące potem (8 października)  zmarł i został pochowany na miejscowym Cmentarzu Angielskim -Cemitério Inglês. Pisarz tak naprawdę chwalił tylko klasztor Hieronimitów, zaś całą Lizbonę uważał za „najpaskudniejsze miasto świata”[18], co mogło wynikać jednak choć częściowo, z choroby i frustracji. I takie opinie jak Fieldinga były znane i nadal komentowane. Musiało minąć nieco czas, zanim cudzoziemcy zorientowali się, ze Lizbona stałą się miastem prawdziwie europejskim. Voltaire nigdy w Lizbonie nie był, więc w swej twórczości używał Portugalii tradycyjnie, tj. jako symbol kraju zacofanego i skrajnie klerykalnego  i konserwatywnego.

W europejskich salonach porównywano mieszkańców „gostyko-orientalnej”   Lizbony do hebrajczyków przekraczających Morze Czerwone. Szwedzki „Mercure” donosił, naginając nieco fakty, o zwaleniu się gmachu Inkwizycji, które uratowało pewnego kalwinistę od stosu[19].  W Hadze ukazała się w 1756 roku praca: Discours politique sur les avanntages qeu la Portugal pourrait tirer de son malheur, której autor-anglofob doradzał Portugalii, wykorzystać katastrofę, dla unieważnieniu sojuszu z Londynem, co nie było zbyt fair, zwarzywszy na to, że Brytyjczycy przysłali do zniszczonej Lizbony wielka flotę z pieniędzmi (wartości ok. 100.000 funtów – wówczas była to suma bardzo duża)[20] i ryżem, mąką warzywami i narzędziami, podczas gdy np. Francja zadowoliła się tylko deklaracją typu: „jeśli byście czegoś potrzebowali, dajcie znać”[21]. Finanse brytyjskie były bardzo zaangażowane w Portugalii i czułe na zmiany jej rynku. Giełda londyńska notowała wzrost cen złota, gdy tylko brazylijska flota z kruszcem nieco się spóźniała, zaś po trzęsieniu ziemi, londyńska City splajtowała[22].   Brytyjskie koła arystokratyczne i kupieckie rozmawiały ile kto stracił w English Factory, a Goethe wspominał, że katastrofa lizbońska wznieciła w Niemczech „demona strachu”, podważając wiarę wielu osób[23]. Poza Brytyjczykami pomoc humanitarną na okrętach przysłały: Dania, Hiszpania, Malta, Wenecja i Hamburg[24]. Hamburczycy podeszli pragmatycznie do kwestii; wysłali 4 statki z drewnem okrętowym i ubraniami. Holendrzy goszczący u siebie wielu uciekinierów przed Inkwizycją nie przysłali pomocy [25], lecz cieszyli się z kary bożej dla papistów (zresztą w Londynie też wspominano katastrofę z satysfakcją na mszach[26]).

Sebastião de Melo miał duże szczęście, że był poza stolicą. Przebywał bowiem w swym domu na sielskiej reu Formosa. Wstrząsy rozlały jego herbatę, po czym zrobiły się tak silne, że waletowi ze strachu zbytnio trzęsły się ręce. Pombal (pod tytułem markiza Pombal jest on znany dziś, jednak w 1755 roku jeszcze nie nosił tego tytułu, był znany wówczas po prostu jako Dom Sebastião José de Carvalho e Melo) musiał wiec sam ułożyć swoją perukę[27]. Dotarłszy do centrum, minister natychmiast zaczął działać, wygłaszając słynne zdanie na pytanie: „Co teraz?”: „Pochowamy martwych i nakarmimy żywych”  – E agora? Enterram-se os mortos e alimentam-se os vivos„). Chodziło o to by uniknąć epidemii, której wybuchowi sprzyjałyby rozkładające się ciała. Ponieważ nie było wiadomo, kto z leżących na ziemi ofiar, jeszcze oddycha, Pombal kazał posypać wapnem wszystkich. Nie liczono ofiar, bo bano się, że rozgniewa to boga[28]. Straty szacowano na 2284 miliony francuskich liwrów[29].

Pierwszym krokiem Pombala, jeszcze przed nakazaniem posypania wapnem leżących ciał i rozdaniem żywności uciekinierom, było rozkazanie komendantowi miejskiego garnizonu, markizowi de Abrante, by jego żołnierze wydobywali ludzi spod ruin i walczyli z ogniem, oraz by zapobiegli rabunkom w pałacach i bogatszych kościołach uszkodzonych przez katastrofę[30].  Ustawiono 6 szubienic, które pozostały na swoim nowym miejscu przez całe miesiące. Miano wieszać tam szabrowników. Kilku francuskich i hiszpańskich dezerterów powieszono jako kozły ofiarne, ale na szafocie zawisło tez kilku Irlandczyków, kilku angielskich marynarzy dokonujących kradzieży w ruinach pałacu Ribeira i tamtejszej kaplicy, jednego mauretańskiego niewolnika, który przyznał się do podłożenia ognia w 7 miejscach, oraz kilku Portugalczyków. Terror aparatu sprawiedliwości podziałał. Kradzieże szybko ustały[31].

Minister był niezmordowany; objechał swym powozem cale zrujnowane miasto. Widziano jak miał przypalona perukę i zakurzony surdut. Nic nie jadł przez całą dobę, poza bulionem, na którego spożycie nalegała żona. Przestraszony król (Pombal z trudem przekonał króla by pozostał w Belem, a nie uciekał do Coimbry[32]) dał mu wolą rękę na wszelkie potrzebne działania, samemu myśląc jedynie o modleniu się. Wiekowy minister  Pedro da Mota e Silva zgłupiał i zachorzał – 3 medyków krzątało się wokół niego, a jego kolega Diogo Mendonça gdzieś znikł.

Wieczorem po katastrofie, żołnierze zorganizowali biwaki, z kuchniami polowymi i piecami chlebowymi na wolnym powietrzu[33],  dla siebie i mieszkańców, by mogli się ogrzać przy ognisku i posilić. Statki mogły cumować w porcie dopiero następnego dnia rano (dotąd pływały w kółko, by uniknąć losu wyrzuconych na brzeg przez tsunami) Wielu jednak wolało okraść ogrodników, lub uchodzić z   „przeklętego miasta”. Podczas wielotysięcznego exodusu    kantyczki przeplatały się z przekleństwami. Wszystkie klasy społeczne się zmieszały. Wszyscy byli brudni od sadzy. Kobiety z bogatych rodzin miały zbyt delikatne stopy i szybko musiały przerwać marsz (nigdy tak daleko nie szły), by przysiąść nieco na przydrożnych kamieniach i odpocząć. Tą samą kolumną szli uciekinierzy z rozbitych więzień, włóczędzy,  zbiegli murzyni, wojskowi maruderzy. Z tych trzech ostatnich grup minister stworzył (regimenty z prowincji zatrzymywały falę ludzką)  łańcuch do walki z ogniem trawiącym zniszczone miasto[34].

Kardynał-prymas obwiniał kler za „zepsucie” i ściągniecie gniewu bożego i zawracał głowę zajętemu ministrowi, który taktownie dął zdenerwowanemu duchownemu się wygadać. Dopiero głód kazał tłumowi uciekinierów zawrócić, w panice nie wzięli ze sobą bowiem żadnej żywności. Gdy powrócili i nakarmiono ich zapasami z magazynów, panika uległa zmniejszeniu. Mnisi robili opatrunki, lekarze, a za nimi grabarze oglądali ciała. Przeszukiwano statki w poszukiwaniu jadła. Jeśli coś znaleziono – kierowano do magazynów i do ludzi koczujących wśród ruin[35]. Wyłapywano prostytutki, dziwki, włóczęgów, dezerterów, niewolników, więźniów, galerników, i kolporterów horoskopów. Wśród ruin było to nawet prostsze niż ongiś w stojącym mieście. Nieporadny  Diogo de Mendonça nie odzyskał już nigdy   swej pozycji, a jeden z faworytów króla, Antonio de Costa Freire, który ewakuował się do Santarem dostał rozkaz pozostania tam do śmierci, „aby uniknąć aktów przemocy”[36]. Inkwizycja (Santo Oficio) uważała, że bóg pokazał przez katastrofę, że za mało tępili wrogów wiary, a Anglicy w Lizbonie cieszyli się, że mały kościółek w British Factory  przetrwał wstrząsy, podczas gdy potężny Palácio Dos Estaus, w którym mieściła się inkwizycja, zawalił się[37].

Gazeta de Lisboa pisała o katastrofie jaki o „największej tragedii naturalnej jaka nawiedziła Europę”[38], jednak nie każdy tak to spostrzegał, dla wielu była ona znakiem gniewu bożego.

Wspomniany już jezuita ksiądz  Malagrida[39] opowiadał wśród tłumów, że  nastał czas  gniewu boga i skruchy, wzbudzając panikę. By przeciwdziałać tej propagandzie,   Pombal postarał się, by każdy wiedział, że fala tsunami uderzyła  nie tylko w „prawowiernych” Portugalczyków, ale także  w Skandynawię, w Nową Anglię (heretyków), oraz w Maroko (muzułmanów). Kilku aktywniejszych kaznodziejów dyskretnie wysłano do Angoli. Wielu wierzyło Malagridzie i ulegało panice. Brytyjski kupiec Thomas Chase pisał o lizbończykach:

„Uważali, że zadbanie o swe podstawowe potrzeby jest nieomalże nie po bożemu,  wielu uważało to nawet za walkę przeciw niebiosom”[40].

 

Pombal rozumiał jak ważne jest w takiej chwili wsparcie Kościoła, niestety jeden z jego nielicznych przyjaciół spośród kleru, oratorianin António Pereira de Figueireda, nie zdołał mu go zapewnić[41].

Gdy Malagrida wydał broszurę: Juízo da verdadeira causa do terramoto („Opinia o prawdziwej przyczynie trzęsienia ziemi”), oskarżając „grzesznych”   lizbończyków za katastrofę,  i wyrażając opinię, iż skandalem jest dopatrywanie się w trzęsieniu jedynie katastrofy naturalnej, bo diabeł też udaje, że nie istnieje,  Sebastião de Carvalho e Melo, kazał interweniować nuncjuszowi (najpierw prosił prymasa José Manuela da Câmara, ale ten odmówił cenzurowania „świętego”, wręcz wychwalając jego „gorliwość”[42]) który wysłał Malagridę   do Setúbal po drugiej stronie Tagu. Trzeba tu zaznaczyć, że sam Pombal również był bardzo pobożny, ale nada wszystko bał się fanatyzmu religijnego[43]. Malagrida nie poddał się i zaczął spiskować przeciw ministrowi z konserwatywną arystokracją[44]. Pombal nakazał doktorowi José Alvaresowi da Silva napisać ulotkę, w której wyjaśniłby, że trzęsienie ziemi to naturalny fenomen. Investigação das causes Proxima do terramoto, succesido em Lisboa nie do końca jednak przypadła do gustu ministrowi. Da Silva wprawdzie radził zapoznać się z fizyką Bacona, ale nie wykluczył też gniewu bożego jako przyczyny katastrofy, choć uznał go za mniej prawdopodobny[45].

Dopiero 17 listopada (po 2 tygodniach) do miasta kult powrócił kult religijny. W całym mieście słychać było tego dnia niekończące się miserere i gloria.  Wielu uciekinierów po katastrofie jeszcze długo, bało się murów i wolało  mieszkać pod namiotem (tak jak król). Wielu tez jeszcze długo się nie rozbierało,    by być gotowym na ucieczkę[46]. Inkwizycja starała się uniemożliwić skazańcom ucieczkę ze zniszczonych więzień. Tych, który czekali na przesłuchanie, przywiązano do mułów i wysłano do aresztów w Coimbrze. Bogacze ładowali swój dobytek na statki, cudzoziemcy tłoczyli się w ogrodach i ogrodach położonej na wzgórzu dzielnicy ambasad, które kataklizm oszczędził. Kramarze przeszukiwali swe zniszczone domy w poszukiwaniu pieniędzy i resztek nadającego się do czegokolwiek towaru, inni szukali w gruzach ulubionych posążków i religijnych obrazków. Handlarze tkaniną stracili cały towar kupiony zwykle na kredyt z English Factory. Brytyjczycy z tej firmy stracili wszystko, jednak chcąc pokazać swą solidarność zdołali zakupić nieco jedzenia dla pozostałych poszkodowanych. Król jednak odmówił ich prośbie by jak najszybciej odbudować izbę celna, gdyż – jak powiadali – ważniejsza była pomoc potrzebującym.  Banki zawiesiły wypłaty i nie udzielały kredytów. English Factory odbudowała się jednak w ciągu 6 miesięcy pokonując mniej zaradną konkurencję[47].

Zabroniono odbudowy budynków zanim ogłosi się plan ogólny. Plan ten nosi datę 12 czerwca 1758 roku[48]. Kto nie miał środków by odbudować swoje domy w ciągu 5 lat, wg planu tracił własność na rzecz tego, kto mógł kupić działkę. Częstokroć zrujnowana szlachta musiała ustąpić pola zamożnym kupcom. W roku  1763 stało już wiele gotowych domów, ale stały one puste, a lizbończycy przyzwyczaili się  tymczasem do życia w barakach. Co ciekawe jeszcze w lipcu 1756 roku odczuwano wstrząsy wtórne, 31 lipca 1756 roku ambasador brytyjski w Madrycie Benjamin Keene pisał do Lizbony do Abrahama Castresa: „…Will Your Earth never be quiet?…[49]”. 4 grudnia nastały kolejne wstrząsy wtórne, które zniszczyły kilka ulic[50].

Miasto odbudowano według planów samego markiza de Pombal[51] i jego współpracowników, stąd dolne miasto stało się potem znane   jako Baixa Pombalina. Stanęły w niej zupełnie nowe budynki.   Sebastião de Melo kazał wznieść zupełnie nową klasycystyczną dzielnicę Baixa (dosł. Dolna, z uwagi na położenie w przylegającej do Tagu kotlinie) stanowi prawdopodobnie pierwszy w historii przykład zastosowania rozwiązań architektonicznych odpornych na trzęsienia ziemi. Wszystkie nowo wybudowane kamienice były (najpierw w formie modeli z drewna) poddawane testom maszerującego dookoła nich wojska. Klasycystyczny rozmach przedsięwzięcia (uderza troska o jednolitość – nawet doniczek zakazano stawiać w oknach, by nie zakłócały ogólnego wrażenia harmonii[52]), szerokie prostopadłe ulice wykładane mozaikami budziły w zrujnowanym kraju podziw i uznanie. Jednocześnie tradycyjnym, obfitującym w detale płytkom azulejos (te osiemnastowieczne były zwykle niebiesko-białe) przeciwstawiono proste, geometryczne flizy określane później jako pombalińskie[53], a ulicom nadano nazwy poszczególnych cechów rzemieślniczych. W owym czasie ktoś spytał De Melo: „Na co komu tak szerokie ulice?”[54]. W odpowiedzi usłyszał: „Pewnego dnia okażą się za wąskie” – Um dia elas serão pequenas. Pombal uważany jest za jednego z pionierów sejsmologii dzięki nakazaniu gubernatorom w 1756 sporządzania corocznych raportów o stanie zabezpieczeń przed trzęsieniami i rozpisaniu ankiety    dotyczącej trzęsienia ziemi, w której zapytywano ludność jak długo trwało trzęsienie, ile razy powracało, jakie straty spowodowało, jak reagowały zwierzęta i co się stało ze studniami? Odpowiedzi zdeponowano w archiwum Torre do Tombo.  Również, w Anglii, Royal Society, zainteresowało   się poważnie sejsmologią[55].

W przeciągu niecałego roku większość zniszczeń wywołanych przez kataklizm została odbudowana, a  Melo za swoje zachowanie zyskał ogromną aprobatę społeczeństwa. Jego imieniem nazwano jeden z głównych placów Lizbony. Tuż po katastrofie 1755 roku, niektórzy doradzali pierwszemu ministrowi, by przenieść stolicę do innego miasta, ten jednak odmówił. Wielka Brytania, Hiszpania i niemiecka Hanza pospieszyły z pomocą finansową zburzonemu miastu. Przydało się też srebro brazylijskie. Większość szlachty i arystokracji  schroniła się w swoich dobrach na obrzeżach Lizbony, gdy gen. Manuel de Maia )1672-1768), Eugénio dos Santos[56] (1711-1760) i inżynier pułkownik węgierskiego pochodzenia Carlos Mardel (1695-1763) nakreślili projekt odbudowy dzielnic. Nowością były szerokie, prostopadłe ulice, umożliwiające lepsze oświetlenie, wentylacje patrolowanie przez siły porządkowe i skuteczniejszą walkę z ewentualnym pożarem. Budynki oparte zostały na drewnianym elastycznym szkielecie  wbudowanym w fundamenty. Wszystkie budynki miały odrębne murowane. Ustandaryzowane zostały rozmiary i wgląd  fasad, okien, drzwi i ozdobnych płytek, by  umożliwić  masową produkcję tych elementów.

Inną nowością było wprowadzenie do Lizbony stylu budowlanego z Europy Środkowo-Wschodniej, a konkretnie tzw. pruskiego muru, który w tej części Europy gdzie występuje powszechnie, służy celom zdobniczym, lecz w przypadku planu Pombala drewno wprowadzone między cegły miało pochłaniać część energii wstrząsów ewentualnych następnych trzęsień. Drewno krusząc się miało ułatwić zachowanie murowanej części ściany.

il.1

Il. 1. Pruski mur zastosowany w budowie pombalińskiego budynku przy Jardim do Príncipe Real po trzęsieniu ziemi, w którym dziś mieści się siedziba Instituto Superior de Comunicação Empresarial (ISCEM), zdjęcie własne wykonane 24 września 2013 roku.

 

Jeszcze inną nowością były drewniane struktury wzmacniające klatki schodowe, oraz tzw. „łuki pomba lińskie”, w które wyposażano budynku budowane w Lizbonie po 1755 roku. Łuk wstawiany między ściany działowe miał pochłaniać część energii wstrząsów, i zapobiec zawaleniu budynku. W XX wieku, a konkretnie 28 lutego 1969 roku nawiedziło Portugalię (oraz Maroko) kolejne trzęsienie, i jak się wydaje w pełni potwierdziło ono skuteczność pombalińskich środków zaradczych. Trzeba jednak pamiętać, że było ono słabsze (7,8 w skali Richtera), od tego z 1755 roku (skala 8.5–9.0).

 

il.2

Il. 2. Tzw. „łuk pombaliński” zastosowany w budowie pombalińskiego budynku przy Jardim do Príncipe Real w Lizbonie, dzisiejszej siedzibie ISCEM, zdjęcie własne wykonane 24 września 2013 roku.

 

W nowych budynkach ulokowano m.in. biura trybunałów, ministerstw,   Arsenal da Marinha, i izby celnej. Urbaniści skupieni   w komisji zwanej Casa do Rosco, chcieli by nowe domy mogły powstawać w drodze produkcji seryjnej i masowej i być wnoszone w zaledwie 3-4 dni. Po tych 3-4 dniach budynek miał być już zamieszkalny. Mury były elastyczne, ale cienkie i lekkie, wiec słabo chroniły przed zimnem  w czasie zimy – nawet Anglicy narzekali! Ulice domów nowej Baixa przyznano wg klucza zawodowego; jedna dla finansistów i właścicieli kantorów wymiany, druga dla złotników, trzecia dla handlarzy suknem i rzemieślników je wyrabiających,  kolejne dla: szewców, producentów pościeli i kurierów[57].

Nawet wrogowie Pombala przynawali, że nowe budowle są piękne, tak jak to uczynił zwolniony w 1777 roku z więzienia jezuita Anselmo Eckart[58].

 

Skonfrontujmy teraz działalność markiza de Pombal z wymaganiami postulowanymi przez dzisiejsze reguły zarządzania kryzysowego.  Według Andrzeja Kurkiewicza Powinniśmy wyróżnić trzy stadia optymalnego zarządzania kryzysowego: planowanie, reagowanie, odnowa[59]. Zaś według Eriki Hayes James i Lynn Perry Wooten stadiów jest pięć[60]:

  1. Wykrycie zagrożenia (Signal detection)
  2. Przygotowanie i prewencja (preparation and prevention)
  3. Opanowanie kryzysu i ograniczenie szkód (containment and damage control)
  4. Odnowa (recovery)
  5. Nauka – tj. Próba przygotownaia się na przyszłe kryzysy (learning)

 

Porównując te kryteria z działalnością Pombala należy stwierdzić, że nie zaniedbał on żadnej z nich. Okiełznano panikę, zadbano o żywych, wyłapano szybko zbiegłych kryminalistów, przede wszystkim jednak warto zauważyć, że markiz Pombal zdałby także egzamin jeśli chodzi o podejście władz do prasy i mediów w czasie trwania sytuacji kryzysowej. Wiecław Macierzyński pisze o konieczności szybkiej reakcji, otwartej postawy wobec mediów i potrzebie przemawiania członków administracji jednym głosem, tak aby nie powiększać ogólnej konfuzji. Autor ten pisze także o błędach popełnianych w takich sytuacjach przez władze, które odmawiają komentarzy, nie dementują plotek i nazbyt chętnie przemawiają „nieoficjalnie” (off the record), czy wzajemnie oskarżają się o niedbalstwo, zamiast skoncentrować się na walce z kryzysem, co zwiększa ogólne poczucie niepewności i zagrożenia. Pombal miał ułatwione zadanie, ponieważ w jego czasach prasa była mocno uzależniona od władz, niemniej jednak jego szybka i szeroko zakrojona akcja dementowania rewelacji Malagridy, i drukowanie ulotek z naukową interpretacją fenomenu jakim jest trzęsienie ziemi, jak najbardziej wpisuje się w optymalne reguły polityki informacyjnej nowoczesnego zarządzania kryzysowego[61]. Nie pierwszy i nie jedyny raz rzeczywistość i praktyka chronologicznie wyprzedziły powstanie dziedziny wiedzy.

 

BIBLIOGRAFIA: „

  • Birmingham D., A concise history of Portugal, Cambridge University Press 2003.
  • Chantal S., La vie quotidienne au Portugal après le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, Hachette Paris 1962.
  • Hayes James E., and Perry Wooten L.,  Leadership as (Un)usual: Ho w to Display Competence In Times of Crisis”, in: Organizational Dynamics Elsevier, Inc, Vol. 34, No.2, pp. 141-152, 2005.
  • Hermano Saraiva J., Krótka historia Portugalii, przeł. Ewa Łukaszyk, TAiWPN Universitas Kraków 2000.
  • Jabłonowski M., Smolak L. (red.), Zarządzanie kryzysowe w Polsce, Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora Pułtusk 2007.
  • Maxwell K.,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, Cambridge University Press, 1995.
  • Pałęcka J., Sobański O., Lizbońskie ABC, Iskry Warszawa 1985.
  • Shrady N., The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755,  Penguin London 2008.

 

 


[1] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 5.

[2] Ibidem, s. 12.

[3] Ibidem, s. 20.

[4] Ibidem, s. 23-24.

[5] J. Hermano Saraiva, Krótka historia Portugalii, s. 255.

[6] ponieważ nigdy dokładnie nie zmierzono populacji nie wiadomo ilu zginęło;  oficjalnie podano że ofiar było osiem tysięcy, niektórzy badacze twierdzą, ż było ich    co najmniej 10 razy tyle (co jest liczbą raczej  przesadzoną) , vide: S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 44. Oliveira Marques uważa, ze zginęło 5.000 pod gruzami,  drugie tyle w następnych dniach w skutek ataków serca i doznanych obrażeń cielesnych, vide: A. H. Oliveira Marques, Historia Portugalii t. II XVII-XX w., s. 43. Kenneth Maxwell podaje liczbę między 10.000 a 40.000 ofiar, vide: K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  23.

[7] K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  23.

[8] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 24.

[9] K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  23.

[10] Opera przetrwała tylko kilka miesięcy, gdyż rozpoczęła działalność dopiero w marcu 1755 roku wystawiając operę: Antigonio rei da Macedónia, według libretto Pietro Metastasio, vide: http://operadotejo.org/

[11] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 26.

[12] Dyplomata ten generalnie źle się czuł w Lizbonie. Starał się o to by Portugalia uznała Hiszpanię za sprzymierzeńca.   Zniechęciły go intrygi dworu portugalskiego i brak samodzielności Józefa I, który przed każdą decyzją pytał o zdanie   swego pierwszego ministra, który – w mniemaniu Hiszpana – był na brytyjskim jurgielcie. Hrabia Peralada  nie lubił specjalnie muzyki operowej (wielka miłość Józefa I) i wykonujących ją kastratów i twierdził, że od 3 lat nie widział porządnej walki byków (tj. hiszpańskiej).

[13] S. Chantal, , La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 14-15.

[14] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 43.

[15] Wcześniejsze trzęsienia dotknęły albo  miejsca bardziej odległe od cywilizacji oświecenia, albo niszczyły mniej ważne miasta; Katania (8.000 ofiar w 1693 r.), Peru (1746) czy Port-au-Prince na Haiti (1751), vide: N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 44.

[16] Nie wszyscy traktowali sprawę śmiertelnie poważnie. Ambasador Francji w Lizbonie (w l. 1752-1759), François, hrabia de Baschy, de Saint-Esteve et du Cayla, który nie stracił w katastrofie żadnych sprzętów ani służby, rozśmieszał madame Pompadour opowiadając o szczegółach śmierci hrabiego Peralady, vide: S. Chantal, , La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 53.

[17] K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  27.

[18] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 149.

[19] S. Chantal, , La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 54. Podobnie widzieli to radykalni duchowni holenderscy, natomiast niektórzy Paryżani i Londyńczycy bali się, że ich „zepsute i chciwe“ miasta mogą być następne, vide: N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 106-118.

[20]Skąpy zwykle Jerzy II tu  błysnął szczodrością, choć część podarowanego złota stanowił kruszec używany przez Portugalczyków przez lata dla wyrównania bilansu handlowego z Anglią N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 45..

[21] S. Chantal, , La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 55.

[22] Ibidem, s. 176.

[23] D. Birmingham, A concise history of Portugal, s. 79.

[24] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755,s. 7.

[25] Ibidem, s. 46.

[26] Ibidem, s. s. 132. Holender Frans de Haes w wierszu: Het verheerlykte en vernederde Portugal, pisał, ze przed odbudową Lizbona powinna wyrzec się ciemnoty. Za sprawiedliwą karę uważał katastrofę także John Wesley, vide: N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755,, s. 133-134.

[27] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 24.

[28] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 37.

[29] Ibidem, s. 57.

[30] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 34.

[31] Ibidem, s. 35.

[32] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 40.

[33] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 38.

[34] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 30-32.

[35] Ibidem, s. 37-38.

[36] Ibidem s. 41.

[37] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 135.

[38] Ibidem, s. 43.

[39] Malagrida miał za złe rządowi Pombala chęć podporządkowania koronie tzw. Redukcji jezuickich w Paragwaju, vide: N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755,, s. 129.

[40] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755,, s. 131.

[41] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 129.

[42] Wówczas minister zdenerwował się i zwrócił do króla I nuncjusza, vide: N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 131.

[43] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 43.

[44] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 131-132.

[45] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 136. Widać dr da Silva  nie miał tyle odwagi, by wprost sprzeciwić się religii. W podobnym duchu o katastrofie pisali zresztą także przedstawiciele hiszpańskiego oświecenia; Feijoo y Montenegro i José de Cevallos, vide: Ibidem. Protestanccy pisarze utożsamiali z kolei Boga z naturą, choć Hume interwencje Boga we własne prawa uznawał za absurd, o czym pisze m.in. Christopher Hitchens.

[46] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 49.

[47] D. Birmingham, A concise history of Portugal, s.75.

[48] J. Hermano Saraiva, Krótka historia Portugalii, s. 256.

[49] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 43.

[50] N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 152.

[51] Stanowiły one wersję planów genialnego plebejusza inżyniera Manuela da Maia, który od dawna postulował przebudowę niezdrowego miasta. Maia interesował się klasycznymi liniami i podziwiał plany odbudowy Londynu z 1666 roku – dzieło Christophera Wrena. Pombal pochwalił plany, lcz chciał jeszcze bardziej zerwac ze stylem przeszłości niż Maia, vide: N. Shrady, The Last Day. Wrath, Ruin, and Reason in the Great Lisbon Earthquake of 1755, s. 153-156.

[52] J. Hermano Saraiva, Krótka historia Portugalii, s. 256.

[53] Płytki te maja jeszcze mauretański rodowód. W XVII wieku były zwykle wielokolorowe, a w XVIII wieku niebiesko-białe, vide: J. Pałęcka, O. Sobański, Libońskie ABC,  s. 5.

[54] Ulice zbudowano szerokie na 60 metrów, z czego 50 przewidywano na ruch kołowy I konny, a 10 na chodniki, vide: K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  24.

[55] D. Birmingham, A concise history of Portugal, s. 79.

[56] To on był pomysłodawcą wielkiego placu przy brzegu rzeki, który rzeczywiście zostanie zbudowany pod nazwą “Placu Handlu”, vide: K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  26.

[57] S. Chantal, La vie quotidienne au Portugal apres le tremblement de terre de Lisbonne de 1755, s. 57.

[58] K. Maxwell,  Pombal, Paradox of the Enlightenment, s.  28.

[59] A. Kurkiewicz, „Zarządzanie sytuacjami kryzysowymi w polskim systemie prawnym”, w: M. Jabłonowski, L. Smolak (red.), Zarządzanie kryzysowe w Polsce, s. 151-168.

[60] E. Hayes James and L. Perry Wooten,  „Leadership as (Un)usual: Ho w to Display Competence In Times of Crisis”, in: Organizational Dynamics Elsevier, Inc, Vol. 34, No.2, pp. 141-152, 2005.

[61] W. Macierzyński, „Rola mediów w komunikacji kryzysowej”, w: M. Jabłonowski, L. Smolak (red.), Zarządzanie kryzysowe w Polsce, s. 383-399.

 

Piotr Napierała, „Działania markiza de Pombal po trzęsieniu ziemi w Lizbonie (1755)   jako przykład zarządzania kryzysowego „avant la lettre”, w: A. Gałecki, A. Kurkiewicz, S. Mikołajczak (red.), Infrastruktura krytyczna w procesie zarządzania w sytuacjach kryzysowych, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa Poznań 2014, s. 433-444.

WP_20141030_003

 

 

Piotr NapierałaPiotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód – historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum
Avatar
O autorze wpisu:

Piotr Marek Napierała (ur. 18 maja 1982 roku w Poznaniu) – historyk dziejów nowożytnych, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Zajmuje się myślą polityczną Oświecenia i jego przeciwników, życiem codziennym, i polityką w XVIII wieku, kontaktami Zachodu z Chinami i Japonią, oraz problematyką stereotypów narodowych. Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w latach 2014-2015. Autor książek: "Sir Robert Walpole (1676-1745) – twórca brytyjskiej potęgi", "Hesja-Darmstadt w XVIII stuleciu, Wielcy władcy małego państwa", "Światowa metropolia. Życie codzienne w osiemnastowiecznym Londynie", "Kraj wolności i kraj niewoli – brytyjska i francuska wizja wolności w XVII i XVIII wieku" (praca doktorska), "Simon van Slingelandt – ostatnia szansa Holandii", "Paryż i Wersal czasów Voltaire'a i Casanovy", "Chiny i Japonia a Zachód - historia nieporozumień". Reżyser, scenarzysta i aktor amatorskiego internetowego teatru o tematyce racjonalistyczno-liberalnej Theatrum Illuminatum

One Reply to “Działania markiza de Pombal po trzęsieniu ziemi w Lizbonie (1755)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *